piątek, 4 stycznia 2013

Weakness: Rozdział IV

Cześć wam. Proszę bardzo - przed wami rozdział czwarty. A, korzystając z okazji - dziękuję za wszystkie komentarze tutaj i na twitterze. :)
 
____________________________________________
 
 
 
Słowo się rzekło. Mimo że próbowałem się wymigać na wszystkie możliwe sposoby, Mike nie dał się i tak więc jest godzina 19:56, a ja czekam na niego, żebyśmy razem poszli na tę imprezę. No tak, mieliśmy się spotkać na miejscu, ale pierwszy raz w życiu słyszę o klubie ‘Heather’, więc stwierdziliśmy, że sensowniej będzie jak po mnie przyjdzie. Nerwowo spoglądam na zegarek. 19:57. Wow, minęła cała minuta. Muszę przestać zachowywać się jak jakiś zdenerwowany idiota. Bo kto normlany stresuje się przed czymś, co powinno kojarzyć się z dobrą zabawą? No cóż. Odpowiedź jest prosta – osoba, która pierwszy raz w życiu została zaproszona na takie wydarzenie. Po raz kolejny podchodzę do lustra i spoglądam na człowieka przede mną. Krótkie blond włosy nastroszył, by sprawiały wrażenie nieco dłuższych i gęstszych.  Ubrany jest w czarne spodnie, czerwony T-shirt i na to narzuconą ma luźną czarną bluzę z kapturem. Do tego dużo rzemyków, opasek i zegarek na ręce oraz srebrny kolczyk w wardze dopełniający całość. Patrząc w swoje odbicie, nie czuję, jakbym to był ja… Może ciężko to wytłumaczyć, ale często nachodzą mnie takie refleksje. Analizując każdy szczegół swojego ciała, dosłownie wpatrując się w siebie, mam wrażenie, że mam przed sobą obcego człowieka. Te oczy są takie odległe, jakby nie należały do mnie. Puste spojrzenie i nic więcej. Jeszcze niedawno, przypuśćmy rok temu, byłem kimś innym. Nie potrafię zrozumieć zmian, które zachodzą. Kiedyś jako dwunastolatek wpatrywałem się w to lustro, szykując się do podstawówki w mundurku. Teraz stoję tu jako zupełnie inna osoba. O nowych doświadczeniach, przeżyciach, przemyśleniach. To, co teraz czuję jest nie do opisania. To po prostu rodzaj wewnętrznego niepokoju, strachu przed upływem lat. I upływem życia…
Dzwonek do drzwi wyrywa mnie z zamyślenia. Cholera, pora się ogarnąć! Czemu zawsze nachodzą mnie takie refleksje wtedy, kiedy nie ma do tego powodów… Po raz kolejny rzucam okiem, czy wszystko jest dobrze i spoglądam na zegarek. 20:00. No jasne, Pan Idealny nie mógłby się spóźnić.
- Hej, gotowy? – podaje mi dłoń, po czym zbliżając się do mnie, lekko ściska. Niby zwykłe przywitanie dwóch dobrych kolegów, ale zawsze czuję dreszcze, gdy nasze ciała się do siebie zbliżają. Odwzajemniam uścisk i powoli mierzę go wzrokiem. Granatowe jeansy, trampki, koszula i skurzana kurtka – to jego strój. I trzeba przyznać… Wygląda w nim świetnie.
- Jasne, zresztą i tak nie mam wyjścia – wzdycham i zatrzaskuję drzwi za sobą.
- Przestań jęczeć, spodoba  ci się. No i Blair, Amy też będą. Znasz je, więc będzie dobrze.
Hurra! Już się nie mogę doczekać ponownego widoku Mike’a praktycznie liżącego się ze swoją piękną dziewczyną na moich oczach… Jednak tę myśl zachowuję dla siebie i tylko uśmiecham się na potwierdzenie.
Po jakiś dwudziestu minutach drogi jesteśmy na miejscu.
- Tego się nie spodziewałem. Myślałem, że to będzie to wyglądało nieco inaczej.
- No tak, zapomniałem ci powiedzieć. Ten klub należy do ciotki Brada, więc udało się go wynająć na całą noc na wyłączność. Będzie więc tylko nasza ekipa: trochę ludzi ze szkoły i ich znajomych – tłumaczy mi Mike.
Teraz sobie myślę, że nie musi być tak tragicznie jak się spodziewałem. Przed sobą widzę niewielki budynek w kolorze granatowym z ciekawą zabudową. Na dwóch bocznych ścianach widnieją dwa rysunki graffiti, ale nie wykonane przez małolatów chcących zrobić swój pierwszy wrzut, który wychodzi im beznadziejnie. Są to świetne i nowoczesne graffiti, które pasują do ogólnego wystroju tego miejsca. Wchodzimy do środka – na samym końcu znajduje się bar, przy którym siedzi kilka osób. Po lewej stronie mieści się niewielki parkiet. Tam również kilka osób tańczy w rytm muzyki, która całkowicie „wypełnia” to miejsce. Rozglądam się jeszcze przez chwilę, aż nagle ktoś zachodzi mnie od tyłu i przysłania moje oczy swoją ciepłą dłonią. Czuję jednak też lekki chłód na powiekach, prawdopodobnie od pierścionków znajdujących się na palcach dziewczyny.
- Zgaduj, kto to – czuły szept dobiega do mnie.
Zważywszy, że dobrze trzymam się tylko z dwoma dziewczynami, w tym jedna chodzi z moim kolegą, odpowiedź jest prosta.
- Amy! – ściągam jej dłonie i obracam się, lekko się do niej przytulając, jak zawsze – na przywitanie. I jak zawsze mam wrażenie, że chce ona przedłużyć tę chwilę, nie puszczając mnie od razu, a dopiero po kilkunastu sekundach. Choć może mi się tylko tak wydaje…
- Gotowy, Chaz? Będziemy się dobrze bawić. Chodź, nie piliśmy jeszcze razem, trzeba wypróbować twoją główkę – puszcza mi oczko i bierze za rękę, prowadząc w stronę baru.
Spoglądam na Mike’a, który tylko macha mi i kieruje się w stronę Blair.
Cholera… To z nim chciałem spędzić ten wieczór. Bo to on jest mi tutaj najbliższą osobą. Oczywiście, tylko i wyłącznie jako kolega. Ale widzę, że Amy ma inne plany. Lubię tę dziewczynę, naprawdę. Dobrze się z nią dogaduję, mamy wiele wspólnych tematów, ale czasem… męczy mnie jej towarzystwo. Może dla zwykłego kolesia, który zawsze miał sporo znajomych-dziewczyn, byłoby to normalne, że spędza się z nimi tyle czasu.  Jednak dla mnie jest to nowością. Nigdy nie byłem otaczany przez dziewczyny, dlatego ilość czasu, jaką spędzam z Amy ,jest dla mnie zbyt długa. Ale to sympatyczna osoba, nie chcę jej urazić, dlatego posłusznie siadam koło niej, kiedy ona zamawia kilka szotów dla nas. W zasadzie, gdybym nie był gejem… Jest ona niezwykle urokliwą osobą, trzeba przyznać. Długie blond włosy spięła w wysoki kucyk, przez co jej smukła i długa szyja jest wyeksponowana. Ubrana jest w krótką czarną sukienkę z wyciętym dekoltem. Z reguły nie odsłania tak swoich kształtów. A dzisiaj wygląda niezwykle kusząco.
- Chester, oczy mam nieco wyżej – zaczyna się śmiać i kieruje moją głowę tak, by była na wysokości jej.
Cholera. Chyba za długo patrzyłem na jej piersi. Kurwa, nie dość, że jestem gejem, którego nie powinno to interesować, to jeszcze w dodatku wyszedłem na zwykłego palanta, który leci tylko na wielkość cycków dziewczyny. Świetnie.
- Taa, wybacz – zbywam ją, nie wiedząc, co mam odpowiedzieć.
- Wybaczę, jak wypijesz ze mną na raz po trzy kieliszki. Ja mam mocną głowę, spokojnie.
Skoro już tu z nią jestem… Czas nadrobić wszystkie stracone lata i się zabawić.
- Koleżanko, sama tego chciałaś… - odpowiadam jej i biorę kieliszek z wódką leżący najbliżej mnie. Szybkim ruchem przechylam go, by alkohol swobodnie przepłynął do mojego gardła. Cholera. Biorę kolejny i powtarzam tę samą czynność. Potem jeszcze jeden i triumfalnym wzrokiem spoglądam na moją towarzyszkę.
Ona wytyka mi język i sama sięga po trzy kieliszki i wypija szybko jeden za drugim.
- O kurwa – tylko tyle jest w stanie powiedzieć.
Oboje wybuchamy śmiechem i znacząco spoglądamy na siebie.
- To co, ja twoje wyzwanie przyjąłem. Wypij trzy kolejne, a będziesz jedyną dziewczyną, która zdołała wypić sześć 50 mililitrowych pod rząd! Tylko nie waż się popijać.
Pokazuje mi środkowy palec i kręcąc głową, bierze kieliszki.
Pierwszy. Drugi. Trzeci. Dała radę.
Moja kolej.
Pierwszy. Drugi. Trzeci.
Zabawne jest to, jak bardzo alkohol zmienia człowieka. W przeciągu kilka minut jesteś jakby nową wersją siebie. Jakby z ilością wypitej wódki dostarczane były też nowe cechy charakteru. Chociaż ja w tej chwili jeszcze jakoś się trzymam. Czuję się pewniej, mam lepszy humor, zdecydowanie. Ale w porównaniu do Amy... Minęło zaledwie kilka minut od tego, jak wypiła sześć kolejek. Oczywiście na tym nie skończyła – zamówiła kolejne trzy. Spoglądam teraz na nią i widzę, że śmieje się sama do siebie. Dosłownie. Nikt nic nie mówił, tylko piliśmy, a ona śmieje się tak głośno, że nawet osoby siedzące niedaleko, odwracają się, by zobaczyć, o co chodzi. W zasadzie… Gdy tak na nią patrzę, udziela mi się ten nastrój. Opróżniam ostatni kieliszek wódki i także zaczynam się śmiać. Przeszedłem teraz na ten dziwny stan, gdy niby jeszcze dobrze kontaktuję, wiem, co się dzieje, a jednak mam ochotę robić głupie i szalone rzeczy.
- Chodź, zatańczymy – krzyczy do mojego ucha dziewczyna i wstaje z krzesła, chwiejąc się. Jest na szpilkach, więc traci kontrolę nad nogami i ląduje na mnie. Ja z zaskoczeniem w tym ułamku sekundy próbuję ją złapać, jednak nie wychodzi mi to. Przez to ona upada na ziemie, pociągając mnie za sobą. Oboje leżymy na parkiecie, śmiejąc się jak najwięksi idioci.
 
Don't stop, make it pop
DJ, blow my speakers up
Tonight, I'm fight
Till we see the sunlight
Tick tock, on the clock
But the party don't stop
Woah-oh oh oh
Woah-oh oh oh
 
Po chwili chwytam Amy za rękę i podnosimy się z podłogi. Ona kładzie ręce na moje biodra, ja – na jej odkrytą szyję i zaczynamy tańczyć. Musi to naprawdę komicznie wyglądać. Ja jestem pijany, ona – jeszcze bardziej, więc nie potrafimy utrzymać prostych ruchów, po prostu kołyszemy się chwiejnym krokiem. Muszę podziękować Mike’owi za to, że namówił mnie na przyjście tutaj. Jest zajebiście.
No właśnie, ciekawy jestem, gdzie Mike. Przecieram oczy, chcąc pozbyć się cieni  i rozglądam się po klubie. Po chwili go lokalizuję. Też tańczy na parkiecie z Blair uczepioną na szyi. Widać, że też się dobrze bawią. Odwracam wzrok i kieruję go na moją partnerkę.
- Papierosa? – pytam, jednocześnie wyciągając paczkę i zapalniczkę z kieszeni jeansów.
- Nie, dzięki – odpowiada i ponownie zaczyna tańczyć na swój sposób.
Widząc, że inni też palą w pomieszczeniu, biorę papierosa do ust i podpalam. Zaciągam się głęboko, delektując się tym wszystkim. Głośną, huczącą muzyką, alkoholem, dobrą zabawą, towarzystwem. Mam ochotę wykrzyczeć, jak dobrze się bawię!
Amy nie przeszkadza to że palę i nadal trzyma mnie na wysokości bioder. Wydaje mi się, że coś mówi, ale przez głośną muzykę nie jestem w stanie usłyszeć, więc zbliżam swoją twarz do jej.
- Albo może jednak się skuszę – wyciąga rękę po papierosa, którego wypaliłem już do połowy i zaciąga się nim. – Ale tylko z tobą.
Zaciąga się drugi raz i zbliża swoje usta do moich. To wszystko stało się tak szybko, że nie zdążyłem zareagować. Ona – ledwie muskając moje wargi – delikatnie wdmuchuje dym do moich ust. Po czym przybliża się jeszcze bardziej, tak że nie ma pomiędzy nami żadnej wolnej przestrzeni… i całuje mnie.  Jej wargi z wielkim zaangażowaniem napierają na moje. Jest tak blisko, że czuję ją wszędzie. Zapach jej ciała, jej włosów, kwiatowe perfumy… Nie wiem, czy to kwesta alkoholu i tego, że dawno nie widziałem się ze swoim chłopakiem, ale poddaję się temu pocałunkowi. Smak jej ust – wiśniowa pomadka – miesza się ze smakiem dymu, tworząc ciekawą mieszankę. Wplata swoją dłoń w moje włosy, napierając coraz bardziej. Jej język delikatnie błądzi po moim podniebieniu, co wywołuje rozkosz. To mój pierwszy pocałunek z dziewczyną. No właśnie. Kurwa, kurwa, kurwa! Co ja robię! Jestem gejem, a w tej chwili wykorzystuję  swoją koleżankę, która prawdopodobnie nie będzie tego nawet pamiętała! Zdecydowanie muszę to zakończyć!
Rozdzielam nasze usta i lekko  odpycham ją. Kurwa mać, co ja mam teraz zrobić?
Ona jak widać nie rozumie mojej odmowy i ponownie zakłada mi ręce na szyje, zbliżając twarz i całując mnie subtelnie w szyję. Przechodzą mnie lekkie dreszcze. Nie… To się musi skończyć.
Tym razem nieco brutalniej odtrącam ją na większą odległość.
- Kurwa, Amy, przestań! – krzyczę jak najgłośniej, chcąc przebić się przez muzykę.
Ona spogląda na mnie spode łba. Jej źrenice są tak małe, że aż prawie niewidoczne.
- Co, kurwa?! Nie podobało ci się?! To po chuja pozwoliłeś mi na to? Co? Trzeba było od razu powiedzieć, że nie jesteś zainteresowany, a nie dajesz nadzieję i zachowujesz się jak zwykły chuj, który tylko chce się przelizać na jebanej imprezie – również podnosi głos i patrzy mi prosto w oczy. Mimo złości, widzę, że jest smutna. Cholera jasna, nie chcę jej ranić. Nie chodzi o to, że ją wykorzystałem…
- Ja pieprzę! Ty nic nie rozumiesz!
- Czego tu nie rozumieć?! Znudziło ci się? Teraz pójdziesz do innej, co? Szukaj sobie nowych wrażeń, ale wiesz co, spodziewałam się po tobie czegoś więcej. Najwyraźniej się myliłam.
- Amy, czekaj – biorę głęboki oddech i krzyczę, by mnie dobrze usłyszała. – Kurwa… Proszę bardzo, powiem ci prawdę:  jestem gejem!
I oczywiście dokładnie w tym momencie z głośników wydobywają się dźwięki spokojnej ballady. Co oznacza, że nie potrzebnie krzyczałem. Bo teraz każdy mógł to usłyszeć…I tak też się stało. Wszystkie oczy zwrócone są w moją stronę.
Ona z niedowierzaniem patrzy na mnie, jakby nie potrafiła w to uwierzyć.
- Kim, kurwa, jesteś?! – zza pleców dobiega mnie głos Mike’a. Obracam się. – Ja pierdolę. Nie wierzę, Chester… - te słowa wypowiada mi już prosto w twarz, po czym wybiega na zewnątrz.
_________________________________________________
Ta daaam. No to na tyle :) Kolejny będzie dopiero w ferie (spokojnie, zaczynam w pierwszym terminie) - czyli jakoś za ponad tydzień.